niedziela, 29 września 2013

Wyprzedaż garażowa


Moje miłe,
w Rzeszowie w końcu ruszyło coś w tym temacie, jeden z wielu Klubów wpadł na pomysł, aby organizować akcje tzw. garażówki u siebie w niedzielę. Po raz pierwszy była taka akcja kilka miesięcy temu,  jednak ze względu na słabą reklamę sprzedających było więcej, jak kupujących. 
Nie mniej jednak atmosfera wspaniała. Byłam widziałam (jako sprzedająca). Akcja mało udana...... 
Jednak miałam nadzieję, że ponowią próbę i tak się stało. W tą niedzielę odbyła się ponownie. 
Tym razem było dużo, dużo więcej potencjalnych kupujących i o to chodzi. Ciekawostką jest to, 
że po wcześniejszej rezerwacji sprzedający mogą wystawiać się za przysłowiowy poczęstunek. 
Chcesz się wystawić, zrób coś dobrego i do roboty.
Zrobiłam kilka fotek...


Rogaliki drożdżowe z dżemem



Zapraszam na kawkę, a do kawki musi być coś słodkiego, dzisiaj podaję rogaliki drożdżowe z dżemem ze śliwek węgierek.


piątek, 27 września 2013

Manekin krawiecki własnoręcznie zrobiony


Witam Kochane :)

Dzisiaj przedstawiam Wam Panią Manekin, która pojawiła się u nas w domu parę lat temu, jednak nie znalazła zastosowania i wylądowała na strychu.  Kilka dni temu natknęłam się na nią przypadkiem i pomyślałam, że po przeróbkach może być ładną ozdobą w pokoju córy.
Postanowiłam ją okleić, motywem przewodnim były zdjęcia obrazów malarzy, których córa najbardziej lubi. W tym celu wykorzystałam podręcznik do plastyki z II klasy gimnazjum. Po nałożeniu wszystkich warstw, manekin został polakierowany lakierem, tak, aby zabezpieczyć całość. Noga manekina została oczywiście pomalowana na biało.
Zapraszam;)



czwartek, 26 września 2013

Zapraszam do obserwowania!





Dziewczyny serdecznie zapraszam do obserwowania moich poczynań  i komentowania.
Twórzmy razem tą stronę.
Pozdrawiam,
Aga

wtorek, 24 września 2013

Pieczeń rzymska z otrębami owsianymi





Dzisiaj w roli głównej - pieczeń rzymska.
Jest to szybkie i łatwe danie w przygotowaniu, a można je spożywać na różne sposoby, jako dodatek do obiadu na gorąco, na kanapkę lub urozmaicenie na tzw. półmisku wędlin. Od jakiegoś czasu zastępuję  - namoczoną suchą bułkę i tartą bułkę otrębami owsianymi. Według nas tak przygotowana pieczeń ma delikatniejszy smak i lepszą konsystencję. Dodatkowo jest zdrowsza.

Z jesiennej łąki





Bukiety z żywych kwiatów bez względu na porę roku upiększają nasze wnętrza. Po raz kolejny przekonałam się, że nie muszą to być kwiaty z kwiaciarni czy też ogrodu. Te zebrane na dzikich łąkach są równie piękne, a do tego niezwykle urocze,  bo rzadko spotykane.
Zapraszam....

poniedziałek, 23 września 2013

Łóżko w nowej odsłonie




Wczorajsza sobota była dla mnie pracowitym dniem. Poranne słońce nastawiło mnie pozytywnie i dało energii.
Postanowiłam zabrać się za przywrócenie świetności i użyteczności łóżku, które służyło naszym przodkom jeszcze w XIX wieku.
Łóżko trafiło do naszego domu kilka miesięcy temu, ze strychu mojej teściowej. Od razu przypadło do gustu córce. Ustaliliśmy, że trafi do jej pokoju.
Na pierwszy rzut oka wydawało się, że przy jego odnowie nie będzie dużo pracy. Jednak okazało się, że w tamtych czasach ludzie statystycznie byli kilkanaście centymetrów mniejsi (niżsi, jak kto woli) od ludzi żyjących obecnie. Robili więc krótsze łóżka. Nasze w oryginale miało zaledwie 176 cm długości. Niby ok, dla osoby o wzroście 167 cm. Wyśpi się taki delikwent, ale pod jednym warunkiem, nie wyciągnie się wygodnie, podczas snu, ani po przebudzeniu.
Stanęliśmy przed dylematem odnowić i pozostawić oryginalną długość, czy w jakiś magiczny sposób je wydłużyć?
Po kilku dniach namysłu decyzja zapadła - wydłużyć, ale tak, by nie zniszczyć łóżka.

Postanowiliśmy przeciąć boczne deski na środku i do nich  na całości przykręcić  jedną deskę o żądanej długości, czyli 2 m. Deski zostały tak dobrane, aby i szerokość była identyczna, jak szerokość oryginalnych desek. Było ciężko, ale się udało.
Następnie poszczególne elementy łóżka  przeczyściłam papierem ściernym, miejsca ubytków drewna z racji lat uzupełniłam specjalną pastą do drewna (kiedyś podobnych past używano do naprawy okien drewnianych, taki popularny kit, tylko ulepszony). Ślady po kornikach potraktowałam specjalnym sprayem przeciw insektom, a następnie zalepiłam w/w opisaną pastą. Na drugi dzień wyrównałam wszystkie nierówności papierem ściernym. I w sobotę zabrałam się do malowania. Jak wyszło ocenicie sami?

Trochę czasu zajęła nam odnowa oryginalnego wkładu do łóżka, który jest sprężynowy. Był bardzo zardzewiały i brakowało mu kilku łańcuszków. Tutaj wykazał się mój M, przetarł sprężyny odrdzewiaczem, następnie pomalował wszystko taką specjalną farbą zwaną pospolicie srebrzanką (nazwa pospolita chyba pochodzi od jej koloru). Natomiast ubytki "załataliśmy" łańcuszkiem, znalezionym w naszej szopce gospodarczej.

Konstrukcję wkładu, w ramach odnowy i zabezpieczenia przed dalszym niszczeniem potraktowałam lakierem bezbarwnym.
Ale, ale tyle pisania, zobaczcie efekt i piszcie, czy rekonwalescencja denata się udała.

Całuski :)



sobota, 21 września 2013

Pożegnanie lata w moim ogrodzie


Witajcie,

dzisiaj u nas była  piękna słoneczna pogoda, więc wykorzystałam ostatnie chwile przed jesienią, by nacieszyć się moim skromnym ogrodem, za nim wejdzie w aurę jesienną. Widok skąpanych w słońcu kwiatów dodał mi pozytywnej energii na cały dzień. Wynikami mojej pracy podzielę się z Wami w następnych postach. Teraz zapraszam Was do ogrodu.....


piątek, 20 września 2013

Dom

Kilka lat mieszkamy we własnym domu,  marzenia o nim były inne.
Początkowo miał być to dom z bali drewnianych położony na dużej działce pod miastem, nawet takową zakupiliśmy, projekt domu również powstał, a jakże, nawet pozwolenie na budowę zostało uzyskane. Więc wydawało się, że do realizacji marzenia tylko jeden krok.

Życie to jednak życie lubi płatać figle, krzyżować plany, wpływać na nas tak, że zmieniamy decyzje, które zostały podjęte nawet kilka lat wcześniej. Tak też było w naszym przypadku.

To była chwila, okoliczność i mieszkamy w domu, a i owszem drewnianym, ale nie z bala tylko konstrukcja jest szkieletowa. Dom stoi nie pod miastem na dużej działce, ale w samym centrum dużego miasta, na małej działeczce. 
Początkowo nie mogłam się w nim odnaleźć, był pusty i zimny, nie czułam się w nim u siebie. Chociaż bardzo dużo rzeczy sami z moim M w nim robiliśmy. Musiało minąć kilka lat i teraz mogę powiedzieć "Jestem u siebie". Oczywiście dom stale się zmienia, pojawiają się co chwilę nowe nabytki i pomysły.  Zasada jest jedna - wszystkie meble są z odzysku, to znaczy wyszperane u znajomych, rodziny, tylko niektóre zakupione na Allegro. 
Przyjemnie jest na nie patrzeć i cieszyć się, że większość została uratowana przed całkowitym zniszczeniem. Może kiedyś opowiem historię, niektórych z nich.


Mieszkanie na poddaszu

Urządzanie wnętrz już od dzieciństwa mnie fascynowało. Jako mała dziewczynka wyobrażałam sobie, że będę miała pokój, który będzie wyłożony potężnymi materacami, poduchami z gąbki. Pokój miał być w kolorach tęczy. Później zmodyfikowałam marzenia do pokoju z kominkiem. Zawsze w zimne jesienne dni w marzeniach siedziałam w cieplutkim pokoju z kominkiem na bujanym fotelu. Marzenie raczej starej babci, a nie małej dziewczynki.
Samodzielne życie i przygodę z urządzaniem na poważnie zaczęłam od mieszkania na poddaszu, efekt końcowy różnił się od marzeń, poniżej kilka fotek.


czwartek, 19 września 2013

Przecier z pomidorów - cudeniek część 3

Pomidory, pomidory, kto ich nie lubi, zwłaszcza o tej porze roku, kiedy są najsmaczniejsze.

Przecier własnej roboty nadaje się do sosów, zupy pomidorowej, jako dodatek do bigosu i jeżeli ktoś ma życzenie, może pić sam prosto ze słoiczka. Mniam, mniam, samo zdrowie. A jakie dobre... sami spróbujcie.

Składniki:
pomidory - ile mamy
sól
cukier do smaku


Pomidory myjemy, delikatnie nacinamy skórkę na górze, wkładamy do wrzątku, ja gotuję wodę w dużym garze i wrzucam po kilkanaście i od razu wyjmuję.
Następnie obieram skórkę i wycinam środek. Kroję prosto do gara na drobne kawałeczki i gotuję, gotuję dobrych parę godzina, aż miąższ się rozgotuje, a woda wyparuje. Następnie przecieram drewnianym wałkiem przez metalowe sito. Gotuję jeszcze przez 1-2 godz. Doprawiam solą i cukrem do smaku (wedle uznania).
Nasz przecier gotowy. Zlewam do słoiczków i pasteryzuję 15 minut.


Smacznego!

Buraczki czerwone w marynacie octowej - na zimę pycha

Tak jak pisałam we wtorek zrobiłam wtedy 3 cudeńka w kuchni, dzisiaj część druga, czyli buraczki
w zalewie octowej, doskonale nadają się jako samodzielny dodatek do obiadu lub jako składnik sałatki.

Składniki:
2kg buraczków - najlepiej małych, ja w tym roku niestety dostałam duże
liść laurowy

Zalewa:
4 szklanki wody (ok. 250 ml)
1 szklanka octu
0,5 szklanki cukru
2 łyżki stołowe soli
ziele angielskie - płaska łyżeczka stołowa


1. Buraki myjemy, odcinamy korzonki i gotujemy w całości, ze skórką, aż będą miękkie - ja gotuję
w naczyniu do gotowania na parze. Można zagotować w garnku.
2. Po wyjęciu i ostudzeniu obieramy ze skórki - bardzo łatwo schodzi.
3. Do słoików wkładamy na dno po 2 liście laurowe i układamy buraki.
4. Zalewę gotujemy, aż się rozpuści cukier i sól.
5. Zalewamy buraki w słoikach i zamykamy.
6. Pasteryzujemy ok. 15-20 min.

Pycha polecam, proste, a zobaczycie jakie dobre.


środa, 18 września 2013

Dżem z dyni i pomarańczy


Wczoraj zrobiłam w kuchni trzy cudeńka! Naprawdę mówię Wam, mówię cudeńka, ponieważ, pierwszy raz odważyłam się spróbować, za to się zabrać.

wtorek, 17 września 2013

Och mamo Wiesz, że w tą grę, to grają małolaty.......


Wypowiedź mojej 16 letniej córy, po tym, jak powiedziałam, jej, że przez przypadek zaczęłam grać w grę strategiczną w sieci.

Gra jakich zapewne wiele w internecie, budujesz zamki, zdobywasz wioski, walczysz z innymi władcami zamków itp. Niby nic nadzwyczajnego, ale, ale w niej można wejść do tzw. sojuszy i tutaj, już na czacie spotykasz innych ludzi, takich, jak Ty, również graczy.
Możesz trafić na różne osoby, tak naprawdę nic o nich nie wiesz, nie znasz ich, poza nickiem, na którego się logujesz. Jednak z czasem, każdego dnia dowiadujesz się o nich coraz więcej. Między omawianiem strategii wspólnych ataków lub obrony zamków, wplatają wypowiedzi o swoim prywatnym życiu. Dowiadujesz się, że większość z nich (przynajmniej, ja trafiłam do takiego sojuszu) to dorośli ludzie, którzy mają żony, mężów, dzieci. Pracują na etatach lub prowadzą własne firmy, czy są osobami bezrobotnymi, a jednak z jakichś powodów taka gra w sieci ich łączy. Spędzają mnóstwo czasu, przy komputerach, o różnych porach dnia i nocy, mało tego, niektórzy z nich inwestują własne pieniądze, by budować wirtualną potęgę. Zastanawia mnie, dlaczego?
Dlaczego nie spędzają czasu z rodziną, najbliższymi, na czytaniu ulubionych książek, słuchaniu muzyki, czy oglądaniu filmów?
Dlaczego wolą ten wirtualny świat od rzeczywistego?
Oczywiście odpowiedzi jest mnóstwo, mi przyszła do głowy jedna, bo w tym świecie wirtualnym mogą być władcami, książętami, posiadać i zdobywać bogactwa, mogą poczuć się silni i niezależni, bo przecież, jak kolega na czacie zdenerwuje, zawsze można zmienić sojusz lub wyjść z gry. W każdej chwili można wyłączyć grę i więcej do niej nie wrócić. Wirtualnie łatwo jest powiedzieć basta!
A w życiu..... No cóż niesiemy za sobą bagaż naszych przeżyć, działań, poczynań. Jesteśmy związani z rodzinami, za które odpowiadamy, finansami za które również odpowiadamy i tak dalej, i tak dalej.....
Nie możemy sobie pozwolić, aby raz wyjść i już nie wrócić.........


Polecany post

Jak wykorzystać stare przedmioty na tarasie, balkonie?

Pierwsze prace na tarasie po zimie wykonane, roślinki posadzone. Wprawdzie jeszcze małe, ale mają czas na rośnięcie. Dzisiaj pokażę Wam, jak...